sobota, 29 listopada 2014

Stan surowy zamknięty.

Stało się to dwa lata temu. Wtedy właśnie wstawiliśmy okna i zakończyliśmy dach. Potem skończyły się pieniądze i przyszło nam jedynie przestać myśleć o domu, który umościł się bezczelnie przed naszymi oknami. Mieliśmy więc, jego bryłę stale przed oczami, trudno nam było zapomnieć o nim i traktować jak powietrze. Trochę pomogło nam przyjście na świat trzeciego dziecka, zmieniły się priorytety, jednak potrzeby wręcz przeciwnie, dom stał się jeszcze bardziej niezbędny.
Ma około 140 metrów kwadratowych plus 30 metrów powierzchni garażu, który już z założenia miał stanowić powierzchnię mieszkalną i pełnić rolę takiego pomocnika. Miała tu stać pralka, pojemniki na brudną bieliznę, suszarka, deska do prasowania żelazko itd. Miało to być pomieszczenie na wszystko, ale kulturalne z narożnikiem i stoliczkiem. Takie do „tańca i do różańca”. Potem zachorowała moja mama, więc myślałam o przekształceniu garażu w pokój dla niej, komfortowy, z łazienką i wyjściem na taras. Nie udało się nowotwór był szybszy od nas. Mama miała szpiczaka i właściwie dwa i pół roku choroby spędziła w swoim łóżku. Umarła. Teraz garaż czeka na kolejną rolę, w której mam nadzieję się spełni. Będzie pokojem i sypialnia mojej teściowej. Założenia o ubikacji i łazience zostały podtrzymane.
Na parterze jest jeszcze hol i prysznic z ubikacją, oraz pokój dzienny z kuchnią – duża przestrzeń prawie sześćdziesięcio-metrowa. Góra to cztery sypialnie i łazienka z normalnym „pokojowym” oknem. Cieszę się też z komunikacji, wygodnej i dość przestronnej. Nad garaże na razie przewidujemy taras a w przyszłości albo oranżerię, albo własną sypialnię. Dom jest dogłębnie przemyślany. Jest skutkiem wieloletniego przygotowywania się do budowy i marzeń o wielu typach domu, możliwych do wybudowania na wąskiej działce (20 m) o powierzchni 700 metrów na dodatek z drugim, już stojącym na niej  domem, a raczej domkiem letniskowym (60 m).

 front budynku, wystawa południowa;

 front budynku, wyjście z kuchni i "garażu" do ogrodu;

 elewacja północno-wschodnia;

 wschodnia ściana budynku;

 pokój dzienny z wyjściem na taras z tyłu budynku;

 kuchnia;

 "garaż";

 pokój dzienny;

 pokój Mika;

 nasza sypialnia;

 widok z łazienki;

 dzieciaki w małym domku, krótko po powiększeniu rodzinki;

Kominek gotowy.

Rozpoczynam pisanie czegoś na kształt dziennika pokładowego, bo budowa domu to prawdziwa daleka i dość ryzykowna podróż. Piszę jak pamiętnik, dla siebie, dla nas, ale w eterze, bo może kogoś z jakiegoś powodu to zainteresuje, może zainspiruje. Może jakiegoś ktosia, podobnego do mnie,która każdą wolną chwilę poświęcałam wertowaniu web stron wnętrzarskich, oglądającą jedynie Domo+, zasypiającą w kłębowiskiem myśli o domu, podniosę na duchu, że marzenia czasem się ziszczają, szczególnie jeśli otaczają Go życzliwi, kochający ludzie.
Spotkało nas wszystko to czego się obawialiśmy. Niedouczona ekipa budowlana, zła pogoda, brak pieniędzy, ale jakoś dobrnęliśmy do etapu wykończeniowego.
Właśnie zakończyliśmy budowę otwartego kominka. Był z nim problem, bo każda specjalista próbował przeprowadzić własny plan, budowy kominka z wkładem, kominka z klinkieru, obłożonego marmurem itp. Nie docierało, że chcemy kominek otwarty z dużym paleniskiem i że w związku z tym ich zarobek nie będzie imponujący. Ale kominek już jest i nawet nie dymi. Marek sam postawił komin, więc jestem dumna.
Mamy już za sobą pierwszy wieczór wpatrywania się w żywy ogień. Z miejsca poczułam, że teraz już wszystko pójdzie szybko. W końcu uwierzyłam w realność przeprowadzki mojej pięcioosobowej rodziny z naszego małego (60 m) domku do wymarzonego domu, który od czterech lat stał przed naszymi oknami, samotny i zimny.
Jestem szczęśliwa, bo już najwyższy czas, żeby chłopcy (14 i 17 lat) dostali własne pokoje, o których marzą całe swoje nastoletnie życie. Mam też nadzieję, że dwu i półroczna Mati zechce pozwolić swoim rodzicom spać samym w łóżku. Wreszcie wezmę kąpiel w ukochanej wannie a rzeczy zalegające w dwóch garażach znajdą swoje miejsca. Marek wymości sobie jakieś miejsce do pisania, zresztą tak jak i Basza – nasz prawie owczarek niemiecki, zmęczony niewielkim metrażem. Kotu i szynszyli będzie chyba wszystko jedno. Seren Getti i tak traktuje nasz dom jak pięciogwiazdkowy hotel z pełnym wyżywieniem a Duncan w nowym domu pewnie (niestety) znajdzie mnóstwo elementów, które chętnie ponadgryza, co robić, domowi ulubieńcy.